Kiedy w piątek wieczorem zamykałem laptopa, robiłem trzy rzeczy w tej kolejności: otwierałem piwo, włączałem serial, sprawdzałem telefon. Nie zauważyłem tej sekwencji przez dziesięć lat. Potem zauważyłem, bo ktoś mi pokazał.
Ta sekwencja nie była odpoczynkiem. Była obezwładnieniem przed pustką, która pojawia się, kiedy przestajesz pracować. Pustka jest uczciwa — mówi, że trzeba coś zrobić z życiem. Piwo, serial i telefon mówią, że nie trzeba. Że wystarczy przetrwać do poniedziałku.
Pasywność w takiej formie nie ma ciężaru. Jest lekka, przyjemna, nie wymaga decyzji. Dlatego jest najtrudniejsza do zauważenia.
Pracuję nad tym, żeby zauważać, kiedy sięgam po pilota nie dlatego, że chcę serialu, tylko dlatego, że nie chcę być tu, gdzie jestem. To nie jest wielka praca. Trwa sekundę. Ale bez niej wracam do sekwencji.
Czasem myślę, że na uważność nie trzeba żadnego programu. Wystarczy zauważyć jedną rzecz dziennie, której się nie zauważało. Z czasem robi się tego więcej. Potem znowu mniej. Nie jest to linia prosta, ale jest jakaś.
Co z tego wynika
Nie planuję przestać oglądać seriali. Nie zamieniłem piwa na herbatę. Zauważam tylko, że te rzeczy mają swoje miejsce — i kiedy wychodzą poza swoje miejsce, robi się z nich coś innego niż odpoczynek. I że to „coś innego” rzadko bywa zauważone samo z siebie.