Marcin Szmidtke
22 kwietnia 2026 — esej, pięć minut

Trzy lekcje

Tydzień przed Wigilią umarł mój ojciec. Wieczorem zawieziono go do szpitala, a rano do kostnicy. Nie przygotujesz się na to.

Taka nasza ludzka natura, że nadajemy znaczenie pewnym okresom — nowy tydzień, nowy rok, narodzenie Chrystusa, jego śmierć. Dobrze. Każda okazja, żeby się zatrzymać i pomyśleć, jest świetna.

Jest w tym jeszcze jedna cecha. Chcemy się na coś przygotować, bo życie to ciągła niepewność, z którą musimy się borykać, i strach przed nieznanym. Staramy się więc przygotować na nieznane, co daje nam złudne poczucie kontroli.

Wiem, że złudne, bo starałem się kontrolować w życiu właściwie wszystko. A każdy, kto przeżył już trochę, wie, że perfekcjonizm jest po prostu strachem przed popełnianiem błędów. Niemożliwą do spełnienia obietnicą przygotowania na to, co nas spotka.

Tydzień przed Wigilią umarł mój ojciec. Wieczorem zawieziono go do szpitala, a rano do kostnicy. Nie przygotujesz się na to. Co więcej — nikt za ciebie tego nie zrobi. Ani nie przeżyje żałoby, ani nie umrze. To wszystko będziemy musieli zrobić sami.

Mój ojciec był jednym z trzech moich mistrzów. Chcę się więc z tobą podzielić trzema rzeczami, których mnie nauczył. Takimi, w których sam był mistrzem.

Piszę to ze smutkiem tylko dlatego, że żałuję, że to ja muszę być przekazywaczem tej wiadomości. Poznałem tysiące ludzi w życiu i żadnego choć w połowie takiego jak on. Więc dając świadectwo jego życiu — lekcja pierwsza.

Człowiekiem jest się zawsze, nie tylko wtedy, kiedy jest to wygodne

Łatwo jest być porządnym, kiedy wszystko idzie. Kiedy ludzie sami przychodzą, jedzą z ręki, a miesiąc się dopina. Problem jest wtedy, kiedy masz ciężki kwartał, a ludzie ci nie donieśli. Jaki wtedy jesteś? Wyrozumiały, wspierający? Wciąż dający przestrzeń na rozwój?

Prowadzenie zespołu, w którym idzie świetnie, jest jak kolacja z przyjaciółmi w barze. Człowiek się pośmieje, coś w trakcie zje i idzie do domu. A jak przychodzi do ciebie ktoś nie po pomoc, tylko z pretensją — to jakim wtedy jesteś człowiekiem? Bardzo często wtedy nagle wszystkim się przypomina, że to nie ich problem. Że są procedury. Że ktoś inny.

Ludzie będą przychodzić źli, zazdrośni, smutni, wystraszeni. Będą przez to robić problemy, ranić. A my musimy wtedy pamiętać, że oni po prostu nie potrafią odróżnić dobrego od złego. A my musimy zawsze. Bo duma nie jest wtedy, jak robimy wszystko, tylko wtedy, jak robimy mimo wszystko.

Ja choć wiele razy z moim ojcem spierałem się o różne rzeczy — bo jak żartował Freud, wszyscy mamy dwa problemy: matkę i ojca — to on nigdy nic złego o mnie nie powiedział. Powiedział oczywiście wiele o tym, jak się zachowuję. Jak mi puszczało, to mówił: „Ty w ogóle słyszysz, co ty mówisz?”. I miał rację. Ale zawsze widział dobro w ludziach.

Ja na szczęście zdążyłem mu powiedzieć, że jestem z niego dumny. Warto więc, żeby wszyscy bliscy wiedzieli, że ich doceniasz. Oni tego potrzebują. My tego potrzebujemy. Ty tego potrzebujesz.

Lekarstwo nie musi smakować. Ma pomagać

Jest nawet takie powiedzenie, że gorzkie lekarstwo leczy najskuteczniej. Najczęściej to, co właściwe, nie jest tym łatwym do zrobienia. Dlatego często odpuszczamy. Szukamy prostszych rozwiązań.

Co jest łatwiej zrobić — zadzwonić do kogoś, na kim ci zależy, czy czekać, aż on zadzwoni pierwszy? Powiedzieć komuś coś niewygodnego, czy zostawić to niepowiedziane? Lepsze wyniki będzie miał ktoś, kto ćwiczy, czy ktoś, kto kupił karnet na siłownię?

Można iść przez życie z przekonaniem, że jeżeli coś jest trudno zrobić, to warto się za to zabrać. Nie zrozum mnie źle — nie chcę ubliżać nikomu, kto nie podejmuje aktywnych działań. Mówię tylko, że ci, którzy je podejmują, mają w życiu więcej sensu, bo nawet jeżeli nie wyjdzie, to próbowali i na koniec nie myślą „co by było, gdyby”.

Teraz jest czas, żeby zacząć

A wszystkie te myśli, które mamy: nie potrafię, nie mam talentu, nie dam rady — to są nasze bezpieczniki, które ewolucyjnie mają na celu niemarnowanie energii. Bo wiesz, jakby teraz zacząć coś nowego, uczyć się, z ludźmi się użerać, znosić to, że jedni i drudzy odchodzą.

Więc mózg, który zawsze jest w trybie Eco, powie: nie da się. Teraz już nie ten czas. Dzięki temu ty nie musisz nic robić. Ale przez to też nic nie zrobisz. A nikt inny oprócz ciebie konsekwencji tej decyzji nie będzie musiał dźwignąć.

Jeżeli jesteś gotów spojrzeć w lustro i powiedzieć: „jestem dumny, że w życiu nic nie zrobiłem” — to okej. Podejrzewam jednak, że nie zrobisz tego na wyprostowanych plecach i z podniesioną głową.

Mój tata zmarł, jak miał 65 lat. Za szybko. Zbyt nagle. Ale on właśnie robił prawo jazdy kat. E i zakładał nową działalność. A jedną z ostatnich rzeczy, którą powiedział do mojego brata, to żeby pamiętał, żeby wełnę zawieźć na budowę. Bo gdyby mógł, to by już coś robił.

Na koniec

Czasu zawsze jest mniej, niż nam się wydaje. Więc lepiej nie czekać do jutra, do poniedziałku ani do nowego roku. Może lepiej się nie zastanawiać, czy warto, i przez rok analizować, tylko spróbować i poprawić?

Zawsze jest teraz. Zawsze marnujemy tyle samo czasu. Nie jest tak, że coś trwa dłużej lub krócej — zawsze trwa teraz. To jest ważne, naprawdę ważne, żeby twoje teraz było tam, gdzie chcesz chcieć. Nie tam, gdzie chcesz. Przestępcy robią to, co chcą. I to jeszcze dla dobra rodziny. My musimy uważać na to, co chcemy chcieć. A to jest trudne, wymaga kręgosłupa i właśnie dlatego warto.

Ja na szczęście zdążyłem z tatą się pojednać, wyjaśnić wszystkie rzeczy. Ostatni raz, jak z nim rozmawiałem, mówiliśmy, że warto pamiętać o śmierci. I naprawdę warto. Wtedy bardziej można żyć. Jak ostatni raz z nim pisałem, to nawet mu serduszko zostawiłem.

A jak ostatni raz o nim myślałem, to byłem z niego dumny.

A teraz mam zamiar dalej żyć tak, żeby on też mógł być dumny ze mnie.