Marcin Szmidtke

Nie ja

Nie ja — okładka powieści Marcina Szmidtke

Nie ja to powieść o kimś, kogo nosi przez jego własne wzorce.

Książka o pasywności, która z zewnątrz wygląda jak normalne życie. O relacjach, w które wchodzi się, zanim się je rozumie. O czterdziestce, na której pewne rzeczy widać dopiero wtedy, kiedy już nie można ich cofnąć.

Główny bohater, Tomek, dowozi. Ma pracę, związek, wypłatę, plan. Po zewnętrznej stronie nic się nie dzieje — i to jest ta niepokojąca część. Bo w środku dzieje się coś, czego nie umie nazwać, i co od dwudziestu lat układa mu życie za niego.

To nie jest książka o kryzysie wieku średniego. To książka o tym, co było, zanim kryzys się zaczął. O mechanizmach, które przygotowywały go latami — a których on nie widział, bo pasowały do wszystkiego dookoła.

rękopis w redakcji
  1. szkic
  2. rękopis
  3. redakcja
  4. korekta
  5. druk

rękopis u redaktora — przecinamy, ważymy zdania.

Dlaczego Nie ja

Tytuł przyszedł przed książką.

Jest taki moment — nie chwila, raczej stan — kiedy facet po czterdziestce zatrzymuje się przy swoim kalendarzu, swoim zdjęciu ślubnym, swoim kredycie, i ma uczucie, którego nie umie nazwać wprost: to nie ja to wszystko wybrałem.

Nie żeby wybrał źle. Żeby w ogóle wybrał.

Tomek nie protestuje. Tomek nie wraca. Tomek dalej chodzi do pracy, dalej kocha, dalej odpowiada „wszystko gra" na pytanie jak leci. Ta książka nie jest o zrywaniu. Jest o zauważaniu.

Jak powstaje

Piszę Nie ja od czterech lat.

Pierwsze sto stron było łatwe — bo miałem pomysł. Następne dwieście były trudne — bo przestałem mieć pomysł i musiałem zacząć pisać z tego, co widzę, a nie z tego, co chcę powiedzieć.

Teraz jest Część III. Rękopis jest w redakcji. Fragmenty pojawiają się tu, na stronie, zanim książka trafi do wydawcy. Nie dlatego, żeby coś sprzedać. Dlatego, żeby mieć czytelników, z którymi rozmawiam, zanim tekst trafi w ręce kogoś, kto nie zna ani mnie, ani kontekstu.

Jeśli chcesz dostawać fragmenty i informacje o postępach — zapisz się do newslettera.

fragment z rozdziału czwartego

Tomek nie wiedział, w którym momencie zaczął się zgadzać. Zgoda nie miała żadnej chwili. Po prostu któregoś ranka była na swoim miejscu, jak kubek postawiony dzień wcześniej w innym miejscu, o którym zapomniał, ale który rano był tam, gdzie zawsze, jakby nigdy nie wędrował.

Wstał wcześnie. Zrobił kawę. Nie wspomniał jej o tym, co powiedziała wieczorem. Ona też nie wspomniała. To nie było zawieszenie broni — raczej uznanie, że broń była wymyślona, że nic się nie zdarzyło, że rozmowa nie była rozmową, tylko pogodą.

Miał wrażenie, że znowu coś zmienił w sobie, żeby pasowało. I miał wrażenie, że nie umiałby powiedzieć, co konkretnie.

W kuchni było jasno. Okno wychodziło na zachód, ale o tej porze światło padało w skos od korytarza, od strony, z której nie powinno padać. Tomek patrzył na smugę na podłodze i nie wiedział, dlaczego ona go uspokajała.