Marcin Szmidtke
18 kwietnia 2026 — esej, pięć minut

Odwaga i strach

Odkryłem, że mam zaburzenia lękowe, dopiero na terapii. Wcześniej byłem wyjątkowo odważny.

Odważny człowiek to nie ten, który się nie boi, tylko ten, który się boi, ale go to nie zatrzymuje.

Lubię takie murale. Ktoś to wypisał na ścianie mojego miasta, bez podpisu, bez ksywki. Od tego będzie dzisiaj.

Mam coś w rodzaju zaburzeń lękowych. Przez większość życia widziałem świat w czarnych barwach i wszystkiego się obawiałem. Odkryłem to dopiero na terapii. Wcześniej byłem wyjątkowo odważny.

Ze strachem zrobiłem to samo, co niektórzy politycy robią z prawem. Udałem, że go nie ma i że go nie widzę. Całego. Ma to swoje plusy. Chowając cały strach pod dywan, zrobiłem w życiu dużo rzeczy, które można uznać za śmiałe. Skakałem ze spadochronem. Jeździłem samochodem bardzo szybko i bardzo niebezpiecznie — dlatego potem jeździłem Clio, bo w przeciwnym razie już by mnie tu nie było. Mając 22 lata założyłem firmę. Sprzedającą ryby i owoce morza. Chociaż jako dziecko prawie udławiłem się ością. Ukończyłem Ironmana — prawie cztery kilometry w otwartej wodzie. Chociaż jak miałem dziesięć lat, raz prawie się utopiłem.

Najtrudniejsze było dla mnie rozmawianie z dziewczynami. Bałem się ich panicznie i bałem się odrzucenia. Ale bardzo je chciałem. Więc czasem najpierw musiałem się bardzo upić, żeby do nich podejść. Aż w końcu byłem tak napity, że już nie byłem w stanie do nich podejść. Później oczywiście pracowałem na prowizji, bez podstawy. Po co mi podstawa.

Ma to też swoje minusy. Podejmowałem często niepotrzebne ryzyko. W końcu firma mi upadła. Kiedyś uszkodziłem koledze szybki samochód. Musiałem znosić dużo odrzucenia.

Dopiero stąpając twardo po ziemi i biorąc pod uwagę wszystkie czynniki — w tym strach — można podejmować świadome decyzje. Strach jak każda emocja jest nam potrzebny. Może być naszym sprzymierzeńcem. Może sprawić, że podejmujemy bardziej przemyślane decyzje, uwzględniające ryzyko.

Mogę to udowodnić.

Najczęstszym lękiem jest lęk przed wystąpieniami publicznymi. Dla niektórych jest porównywany ze strachem przed śmiercią. Bo w razie wtopy narażamy się na ostracyzm społeczny. A odrzucenie przez swoją grupę kiedyś dla nas, jako jednostek, oznaczało właśnie śmierć. Więc ten strach jest właściwie zasadny. A stres, który odczuwamy przed wystąpieniem, jest nam bardzo potrzebny.

Zanim zaczniemy, serce bije szybciej. Rośnie ciśnienie. Wytwarza się kortyzol. Kiedyś w ten sposób przygotowywaliśmy się do walki — żeby być w gotowości. Teraz to też jest dla nas dobre. Mózg będzie lepiej dotleniony, będziemy mogli szybciej myśleć i reagować. Jak zaczynamy, zasycha nam w gardle — kiedyś w razie walki lub ucieczki była to świetna umiejętność, bo biegnąc nie zachłyśniesz się śliną. Dlatego wszyscy doświadczeni mówcy mają przy sobie szklankę wody. I wody, nie kawy ani energetyka — bo patrz punkt pierwszy, o podniesienie ciśnienia nie trzeba się martwić.

Skoro stres jest potrzebny, to czemu go tak nie lubimy?

Bo jest nieprzyjemny. Strach potrafi być paraliżujący. Sprawiać, że nie da się funkcjonować. Na to na szczęście dzisiejsza medycyna i psychoterapia ma odpowiedzi. Tyle że odpowiedź jest trudna. Bo ta najprostsza — najlepiej zachować umiar. Środek.

Ja musiałem wywlec wszystkie lęki na wierzch i teraz z nimi żyć. Jest w pewnym sensie ciężej. Bo muszę je wszystkie przeżywać. Ale jest też lepiej. Bo przeżywając je, żyję świadomie. I mogę podejmować decyzje, które mają cel, do którego prowadzi mnie odwaga, i bezpieczeństwo, które daje mi strach. Bo samym strachem też bez sensu jest się kierować.

Jako przykład życia w ciągłym strachu, żart.

Janusz rozbija swój parawan na plaży w Mielnie. Patrzy na morze, a tam w wodzie stoi gość po kolana w wodzie, w piance pływackiej i rękawkach dla dzieci do pływania. Janusz, przygotowany na plażę bo już w hotelu przechylił małpkę, podchodzi bez pardonu.

— Panie, dlaczego stoi pan w wodzie w piance? Skoro ma pan piankę, to pewnie potrafi pan pływać?

— Pływać potrafię. Ale wiadomo, czy mnie skurcz nie złapie? To piankę mam.

— No dobra, a po co panu te rękawki?

— A bo wie pan, w Bałtyku wyporność mała, może mało zasolone, to lepiej dwa razy się zabezpieczyć niż raz żałować.

— A jakby się panu te rękawki przebiły, to co?

— A to też mam przemyślane, panie. Bo ja tu syna pilnuję, więc głębiej jak do pasa nie wchodzę.

Zakładaj firmy, podejmuj ryzyko, rozmawiaj z dziewczynami. Tylko nie pij za dużo i bierz strach za swojego sprzymierzeńca.