Marcin Szmidtke
4 kwietnia 2026 — fragment, trzy minuty

Nie ja — fragment z rozdziału czwartego

Tomek nie wiedział, w którym momencie zaczął się zgadzać. Zgoda nie miała żadnej chwili. Po prostu któregoś ranka była na swoim miejscu.

Zgoda nie miała żadnej chwili. Po prostu któregoś ranka była na swoim miejscu, jak kubek postawiony dzień wcześniej w innym miejscu, o którym zapomniał, ale który rano był tam, gdzie zawsze, jakby nigdy nie wędrował.

Wstał wcześnie. Zrobił kawę. Nie wspomniał jej o tym, co powiedziała wieczorem. Ona też nie wspomniała. To nie było zawieszenie broni — raczej uznanie, że broń była wymyślona, że nic się nie zdarzyło, że rozmowa nie była rozmową, tylko pogodą.

Miał wrażenie, że znowu coś zmienił w sobie, żeby pasowało. I miał wrażenie, że nie umiałby powiedzieć, co konkretnie.

W kuchni było jasno. Okno wychodziło na zachód, ale o tej porze światło padało w skos od korytarza, od strony, z której nie powinno padać. Tomek patrzył na smugę na podłodze i nie wiedział, dlaczego ona go uspokajała.

— Idziesz dziś wcześniej? — zapytała, nie podnosząc wzroku.

Nie szedł wcześniej. Ale powiedział, że tak. Powiedział to, zanim pomyślał. Pomyślał, kiedy już było powiedziane, i pomyślał, że to nie pierwszy raz, kiedy najpierw zgadza się, potem dopiero sprawdza, na co.